Ziemia Radomska po kolarsku

Choć ta trasa ma poniżej 200 km, to uda nam się dojechać do Małopolski, wjechać na wyżynę, a przy okazji przekonać się, że Radom to nie tylko chytra baba i szare blokowiska.

Pierwotnie główną ideą tej wycieczki było dla mnie przejechanie się po świeżo wyremontowanej linii kolejowej Radom – Warszawa. Po powrocie do domu uznałem jednak, że muszę zdecydowanie częściej zajeżdżać w te rejony. Szykujcie się zatem na kolejne radomskie wpisy!

Opis trasy zaczynam od Grójca, bo dopiero za tą miejscowością robi się ciekawie. A jak tam dojedziecie, to już Wasza sprawa, choć moja skromna sugestia zawarta jest na mapie, którą znajdziecie na dole strony.

Kolarską atrakcją Grójca jest już sam wjazd do tego miasteczka w formie wyraźnego i długiego podjazdu, który nieco podniesie wam tętno. Zaraz za nim po prawej stronie podziwiajcie całkiem ładnie odpicowany rynek, który w chwilach słabości zapewnia sporo różnorodnych okazji do regeneracji sił.

Ale Grójec słynie w kraju przede wszystkim jako stolica polskiego sadownictwa. Niechybnie przekonamy się o tym na najbliższych kilkunastu kilometrach. Nie będę jednak ukrywać: droga wojewódzka 728, której będziemy się dość długo trzymać, nie jest najlepszą trasą do podziwiania sadowniczych uroków tego regionu (ten cel zdecydowanie lepiej realizuje ta trasa). Zasadniczą wadą tej arterii jest dość spory ruch (jak na wojewódzką), który jednak rekompensować będzie cudownie równy asfalt.

Pierwszą unikatową atrakcją na trasie będą… wielkie białe blaszane hale koło miejscowości Belsk Duży. Nie jest to jednak atrakcja dla oczu, lecz dla… nosa. Przy sprzyjającym wietrze do Waszych nozdrzy dotrze bowiem słodki zapach nutelli czy rafaello. Oto bowiem mijamy zakłady produkcyjne firmy Ferrero!

Dojeżdżając do miejscowości Mogielnica, Waszą uwagę może zwrócić dość spory jak na Mazowsze zjazd, na którym bez pedałowania można rozwinąć całkiem konkretną prędkość. To zasługa tego, że miasteczko leży w mocno wciętej dolinie rzeki, to zaś oznacza, że za chwilę czeka nas ponowne odzyskanie pułapu, zauważalne nawet dla doświadczonych górali.

Szykując się do tego podjazdu, warto chwilę popatrzeć na mijaną miejscowość. Wprawdzie sama jej zabudowa nie jest szczególna, to jednak kryje się za nią całkiem bogata historia. Warto bowiem wspomnieć, że Mogielnica to jedno z najstarszych miast na Mazowszu, które prawa miejskie uzyskało już w roku 1317. Była to wówczas bardzo ważna miejscowość na trasie łączącej Mazowsze (a konkretnie Czersk) z Krakowem.

Kolejny przystanek to Nowe Miasto nad Pilicą. Uwagę niektórych może tu przykuć klimatyczna małomiasteczkowa zabudowa, w tym sporo drewnianych chałup przy głównej ulicy. Ale bodaj najciekawszy jest tu… spadek liczby ludności. Owszem, wyludnianie się takich prowincjonalnych miasteczek nie jest niczym dziwnym, ale żeby w ciągu jednego roku liczba mieszkańców spadła aż o 6%!? Taka sytuacja miała miejsce między rokiem 2000 a 2001, co było w dużej =mierze efektem zamknięcia tutejszej jednostki wojskowej. Najwyraźniejszą pozostałością po niej jest zamknięte lotnisko położone przy północnych rogatkach miasta. Wprawdzie w 2007 r. pojawiły się plany, by na jego terenie powstało studio filmowe z prawdziwego zdarzenia, to jednak do dziś nic z tego nie wyszło.

Wspomnieć warto także o tym, że jeszcze do 1991 r. do Nowego Miasta docierała kolej wąskotorowa aż z Piaseczna (przez Grójec i Tarczyn). Dziś w tym miejscu ostały się jedynie zrujnowane budynki stacyjne i gdzieniegdzie pozostałości po torach.

Pozostałości po stacji kolejowej w Nowym Mieście (fot. Wikipedia/Fotopolska.eu)

To smutne miasteczko opuszczamy całkiem pokaźnym zjazdem prowadzącym wprost na dno doliny Pilicy. Warto wiedzieć, że ongiś rzeka ta stanowiła granicę między Mazowszem a Małopolską. Dziś jest zaś popularnym miejscem spływów kajakowych czy letniego plażingu. My zaś potraktujmy ją jako symboliczną bramę wjazdową na Ziemię Radomską.

A jedną z ciekawszych perełek owej ziemi jest bez wątpienia Drzewica. W miasteczku tym waszą uwagę bez wątpienia przykuje renesansowy zamek z XVI wieku. Choć na początku wieku XIX spłonął i popadł w ruinę, to jego masywna architektura do dziś robi imponujące wrażenie. Miłośnikom zabytkowej architektury polecam rzucić okiem również na miejscowy kościół, którego fragmenty (w tym wieża) pochodzą aż z wieku XIV. A jeśli ktoś chce tu tylko odetchnąć, polecam miejscowy zadrzewiony ryneczek, który szczęśliwie poszedł pod prąd modzie na betonozę.

Za Drzewicą czeka nas kolejna ważna granica. Tym razem nie historyczna, ale fizycznogeograficzna. Oto bowiem wjeżdżamy w pas Wyżyn Polskich (choć na tej trasie tak naprawdę tylko nieco o niego zahaczymy). Baczne oko dostrzeże to zresztą jeszcze przed Drzewicą, gdy na horyzoncie rysować się będą coś jakby góry. W dużym uproszczeniu można rzecz, że to przedgórze Gór Świętokrzyskich. W praktyce dla naszych kolarskich nóg oznaczać to będzie serię solidniejszych podjazdów, które towarzyszyć nam będą aż do Przysuchy.

W międzyczasie miniemy niepozorną mieścinkę Gielniów, swego czasu słynną na cały kraj z błogosławionego Ładysława (sic). Ów pan (który ma nawet swoją ulicę niemal w centrum Warszawy) sławę zyskał ze swoich zdolności muzycznych oraz zamiłowania do włosiennicy i samobiczowania. Jakie czasy, tacy celebryci…

Kolejny przystanek to wspomniana Przysucha. Swoim urokiem Was nie powali, choć kryje w sobie wyjątkową ciekawostkę. Otóż posiada aż trzy rynki! Któreż inne polskie miasto może się tym pochwalić. A są to rynki (w kolejności powstawania): niemiecki, żydowski i polski. Pierwszy wybudowano, gdy sprowadzili się w te rejony osadnicy niemieccy, rozwijający tu hutnictwo żelaza. Po nich przybyli Żydzi trudniący się handlem, no i dziwnym trafem dopiero na koniec powstał rynek polski.

Z krajoznawczego obowiązku wspomnieć też należy, że w Przysusze urodził się Oskar Kolberg, który jako jeden z pierwszych zajął się fachowym opisywaniem polskiego folkloru. Dla ciekawych tej postaci jest tu nawet jego muzeum.

Z Przysuchy do Radomia możemy dojechać prosto jak w mordę strzelił krajówką. Ale znacznie ciekawszą opcją jest zaproponowana przeze mnie trasa. Wprawdzie nie jest naszpikowana fascynującymi atrakcjami, to jednak kolarzy z pewnością zauroczą tu równiutkie, spokojne i klimatyczne drogi. Wzdłuż nich mijać będziemy wioski, w których pomyśleć można, że cofnęliśmy się w czasie przynajmniej o sto lat…

Uroku naszemu pedałowaniu doda także Zalew Domaniowski (zwany przez miejscowych pieszczotliwie „morzem”). Co ciekawe, obiekt jest to całkiem nowy, bo jego budowę ukończono w roku 2000. Dzięki spiętrzeniu wody w zwężeniu rzeki Radomki powstało tu nie tylko miejsce letniej rekreacji, ale również źródło wody dla pobliskiego Radomia.

Nim jednak do niego dotrzemy, Waszą uwagę może zwrócić całkiem jebutny kościół w miejscowości o zagadkowej nazwie Cerekiew. Jak go zobaczyłem po raz pierwszy, pomyślałem, że to zapewne jakiś wiekowy zabytek. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że wzniesiono go tuż przed II wojną światową.

Zaraz za tą wsią zabudowa będzie wyraźnie gęstnieć, co niechybnie zapowiada, że zbliżamy się do finiszu naszej trasy. Radom… ileż to drwin i dowcipów powstało na temat tego miasta! Większość z nas kojarzy go z tranzytu kolejowego lub samochodowego, a z tej perspektywy faktycznie nie prezentuje się ono szczególnie atrakcyjnie. Dlatego tę trasę poprowadziłem tak, by pokazać ładniejszą stronę tego miasta, szczególnie starówkę (lub coś w ten deseń). Jeśli traficie tu podczas ciepłego letniego dnia, warto zatrzymać się na miejscowym deptaku, by wypić kawę i zjeść ciastko (osobiście polecam Cafe Marcus, która znalazła się w moim zestawieniu coffee ride). Wtedy na pewno Radom zyska w Waszym Dercu nieco sympatii. Aha… i koniecznie trzeba tu odwiedzić pomnik serka homogenizowanego!

Trasę można skończyć na radomskim dworcu, z którego pośpiechem w nieco ponad godzinę dojedziemy do stolicy.

Wujek dobra rada

  • Na odcinku z Grójca przez Drzewicę do Przysuchy należy się liczyć z dość sporym ruchem drogowym, choć jeśli zdzierżycie wyjazd z Grójca, dalej będzie już tylko spokojniej
  • Jakość dróg na zdecydowanej większości trasy nie daje powodów do narzekań
  • Z zaopatrzeniem nie powinno być problemów. Dogodnymi punktami aprowizacji są kolejno: Grójec, Mogielnica, Nowe Miasto, Odrzywół, Drzewica, Przysucha, no i na koniec Radom. Nieco gorzej ze sklepami jest w okolicach Zalewu Domaniowskiego.

2 myśli na “Ziemia Radomska po kolarsku”

  1. Cześć! Dziękuję bardzo za inspirację, dzięki której – zamiast kręcić kolejne pętle z domu – wsiadłem w pociąg do Radomia i zrobiłem bajeczną trasę w dotychczas nieznanych mi okolicach! Pozwoliłem sobie trochę popracować nad Twoją propozycją i zmienić przebieg trasy pomiędzy Drzewicą a Warszawą. Absolutnie nie miałem chęci lecieć główną drogą na Grójec, więc przysiadłem i opracowałem inną trasę wiodącą totalnie bocznymi drogami, ale wciąż asfaltem. Wyszła moim zdaniem rewelacyjnie – polecam jeśli chciałbyś spróbować. Link do mojej trasy tutaj: https://www.komoot.com/tour/759635655/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *