Czy jest jakaś mapa, która pozwala skutecznie zaplanować wycieczkę lub trening rowerowy, tak aby trzymać się cały czas asfaltowych dróg? Jednej idealnej niestety nie ma, ale korzystając z kilku źródeł na raz, ryzyko wjechania na szuter czy gruntówkę możemy zminimalizować niemal do zera!

Jak zapewne można wywnioskować z tego blogu, nie lubię jeździć utartymi szlakami. Podczas każdej eskapady chociaż kilkaset metrów chciałbym przejechać jakąś nieznaną drogą. To jednak nieuchronnie prowadzi do tego, że czasem napotykam koniec asfaltu. Co wtedy robić? Napierać dalej, licząc, że za chwilę znów zrobi się gładko? A może kombinować z jakimś objazdem? Otóż najlepiej dobrze zaplanować trasę!

Poniżej dzielę się swoimi sprawdzonymi sposobami na trzymanie się asfaltu. Część z pewnością już znacie, choć mam nadzieję, że też czymś was zaskoczę.

Metody uszeregowałem od najprostszych (i jednocześnie najmniej wiarygodnych) do najbardziej szczegółowych.

1. Kategorie dróg

W zasadzie wszystkie internetowe mapy Polski nie oferują jednoznacznego rozróżnienia dróg na asfaltowe i gruntowe. Jedyne, co nam więc pozostaje, to domyślać się nawierzchni po kategorii trasy:

  • Krajowe to zawsze asfalt (i to na ogół dobry)… no chyba, że trafimy na fragment wrednego bruku, ale to raczej domena zachodniej Polski.
  • Wojewódzkie też w zasadzie gwarantują asfalt (choć można też wyszperać pojedyncze wyjątki).
  • Powiatowe nie są już takie pewne, szczególnie na słabo zaludnionych obszarach. Nagły koniec asfaltu nie powinien być zaskoczeniem, choć zazwyczaj dalej powinniśmy mieć przyzwoity szuter.
  • Gminne czy osiedlowe to już kompletna loteria – możemy natrafić zarówno na piękny asfalt, jak i na grząski piach.

Podsumowując, drogi powiatowe czy gminne lepiej dodatkowo sprawdzić jednym z poniższych sposobów. Natomiast jeśli zapytacie, na jakiej internetowej mapie najlepiej sprawdzić kategorię dróg, to bez mrugnięcia okiem odpowiem, że na OpenStreetMap.org.

2. Strava Heatmap

Wprost uwielbiam tę mapę, bo już nie raz pozwoliła mi wyszukać bardzo fajne drogi i uniknąć zbędnego zawracania. Dla niewtajemniczonych: Strava Heatmap prezentuje najintensywniej zjeżdżone trasy na podstawie śladów wgranych do tego serwisu społecznościowego przez jego miliony użytkowników.

Generalnie zasada jest taka, że im intensywniejszy kolor, tym większe prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z asfaltem, i to przyjaznym rowerzystom. Ale oczywiście trzeba się mieć na baczności, bo przecież ze Stravy korzystają także miłośnicy MTB – widać to chociażby po Puszczy Kampinoskiej. Obraz potrafią także mocno zniekształcić zawody gravelowe. Na Mazowszu tak jest choćby wzdłuż Królowej Polskich Rzek, co jest zasługą imprezy „Wisła 1200”, której trasa biegnie głównie poza asfaltami.

Niemniej jednak jeśli widzicie, że wzdłuż drogi, która wydaje się asfaltowa, kolory na Strava Heatmap nagle bledną, to wiedzcie „że coś się dzieje”. Poniżej przykład z okolic Mszczonowa, gdzie urywa się serwisówka wzdłuż S8 (z powodu przejścia dla zwierząt). Ta sama mapa sugeruje jednocześnie przynamniej dwa sposoby na objechanie przeszkody.

Kolejny ciekawy przykład z S8 z okolic Mszczonowa: tu internetowe mapy sugerują, że serwisówka się urywa, jednak na Strava Heatmap widać, że mimo to ruch rowerowy jest spory. Wyjaśnieniem tej sytuacji jest drewniany mostek nad strumyczkiem, który można z łatwością sforsować nawet bez hamowania.

3. Mapa turystyczna

Swego czasu wpadła mi w ręce świetna rowerowa mapa okolic Berlina, na której nie tylko oznaczono typ nawierzchni wszystkich dróg, ale i ich jakość. Niestety, u nas takie rzeczy są rzadkością. Pozytywnie wyróżniają się natomiast mapy wydawnictwa Compass (dostępne również dla okolic Warszawy), na których żółtym wypełnieniem oznaczono drogi asfaltowe, także te lokalne. Do tego uświadczymy tam bogatą treść turystyczną, dzięki której nasza eskapada może być czymś więcej niż tylko rąbaniem watów i kilometrów.

Zasadniczą wadą tego rozwiązania jest jednak to, że taką mapę trzeba kupić ;).

4. Google Street View

Tej metody chyba szerzej przedstawiać nie trzeba! Od 2012 r. w serwisie Street View można przeglądać zdjęcia panoramiczne polskich dróg. Początkowo wykonano je tylko dla największych miast, ale dziś dostępne są również dla wielu małych miejscowości i lokalnych dróg. Dzięki nim możemy sprawdzić nie tylko rodzaj nawierzchni, ale także jej jakość.

Przydatnym trickiem jest już samo sprawdzenie pokrycia Polski tymi obrazami. Z reguły brak fotografii oznacza bowiem również brak asfaltu (choć nie jest to regułą).

Metoda ta ma jednak przynajmniej dwie drobne wady. Po pierwsze, nawet w okolicach Warszawy nie uwzględnia ona wielu fajnych dróg. Po drugie, Street View daje nam tylko punktową informację o nawierzchni. To, że na jednym zdjęciu widać gładziutki asfalt, nie oznacza, że kilkaset metrów będzie to samo. No ale komu by się chciało sprawdzać zdjęcia co sto metrów?

5. Geoportal

Ten sposób jest z pewnością mało znany i zapewne początkowo wielu z was uzna go za dziwny. Mówiąc krótko: typ nawierzchni sprawdzamy na zdjęciach lotniczych dostępnych na rządowej stronie Geoportal.gov.pl.

Najpierw krótka instrukcja obsługi:

  1. Wchodzimy na Geoportal.gov.pl
  2. Klikamy „Geoportal krajowy”
  3. Zoomujemy do interesującej nas drogi, a naszym oczom powinny się ukazać zdjęcia lotnicze
  4. Bardziej zaawansowaną opcją jest przejście do listy warstw, rozwinięcie grupy „Otrofotomapa” i przełączanie się między opcjami Standardowa/Wysokiej rozdzielczości.

Zaraz ktoś zapyta: A dlaczego Geoportal, a nie np. znacznie popularniejsze Mapy Google? Ano, na Mapach Google na ogół zdjęcia lotnicze/satelitarne są znacznie gorszej rozdzielności i aktualności. Z kolei na Geoportalu mamy dla całego kraju zdjęcia z pikselem 25 cm, a dla wielu regionów (głównie miast) 10 cm czy nawet 5 cm. Ponadto zgodnie z zapowiedziami administratorów tego serwisu począwszy od tego roku dane te mają być aktualizowane w cyklu 2-letnim. Szybko zobaczymy więc na nich najnowsze inwestycje drogowe.

Brzmi fajnie, ale muszę przyznać, że w praktyce metoda ta nie jest wcale taka prosta. Trzeba bowiem trochę wprawy, by jednoznacznie stwierdzić na zdjęciu lotniczym, czy mamy do czynienia z asfaltem czy gruntówką. Jest to szczególnie problematyczne w przypadku zdjęć z pikselem 25 cm. Cóż… po prostu trzeba nieco praktyki zdobytej np. na przeglądaniu zdjęć dla dróg, które już dobrze znamy.

Jeśli zdobędziecie już wprawę, to nawet będziecie w stanie rozpoznać, czy asfalt jest gładki czy usiany dziurami albo czy mamy do czynienia z kostką brukową czy płytami betonowymi. Poniżej przedstawiam kilka przykładów.

Jak widać sposobów na planowanie gładkiej trasy szosowej jest bez liku, a zapewne wy macie też własne. Jeśli tak, podzielcie się w komentarzach!