Na dwóch kółkach przez mazowieckie rzeki

Jeśli przekraczanie rowerem większych rzek Cię ekscytuje, ta trasa jest dla Ciebie! Atrakcji hydrologicznych tu nie zabraknie, a i trafi się kilka ciekawych punktów widokowych i interesujących miast.

fot. na górze: Wikipedia/Lawenda25

Jako geograf z wykształcenia na wstępie muszę wspomnieć, że środkowa część Mazowsza leży na obszarze, który hydrolodzy nazywają Warszawskim Węzłem Wodnym. Geologiczne uwarunkowania sprawiły, że wykształciło się tu rozległe obniżenie, do którego koncentrycznie spływają liczne rzeki – od małych „smródek” po te całkiem długie i szerokie. Stwarza to całkiem spore możliwości wyznaczania różnorodnych kolarskich tras z licznymi akcentami hydrologicznymi. Ta poniższa jest moim zdaniem jedną z ciekawszych.

Startujemy spod mostu Marii Curie-Skłodowskiej (zwanego częściej Północnym) i kierujemy się w dół Wisły. Pierwszym miastem, jakie napotkamy, będą Łomianki. Wprawdzie urodą nie grzeszy, ciekawych obiektów tu brak, ale skoro nasza wycieczka ma motyw hydrologiczny, to należy wspomnieć, że znaczna część tej miejscowości leży na terenie zalewowym. Przed katastrofą chronią je zatem tylko wały. Nie powinno więc dziwić, że w ostatnich dekadach okoliczni mieszkańcy już nie raz musieli ruszać do akcji z workami z piaskiem. Mimo to zabudowy z każdym rokiem tu coraz więcej…

Po kolejnych 20 kilometrach będziemy mieć aż dwie atrakcje hydrologiczne pod rząd – najpierw most przez Wisłę, a później przez Narew. Rzeki tak różne, że często widać to gołym okiem – Wisła jest bowiem zamulona i przez to jasna, zaś Narew niesienie dużo mniej osadów, stąd jest zdecydowanie ciemniejsza (patrz zdjęcie na górze). W tym miejscu warto wspomnieć, że gdyby nazywać rzeki wyłącznie na podstawie ich długości, to w Modlinie nie Narew wpadałaby do Wisły, ale… Wisła do Bugu!

Wracając do mostów: szczególnie urokliwy jest ten pierwszy – błękitna konstrukcja kratownicowa aż sama prosi się o zdjęcie! Niestety, z racji na spory ruch samochodowy bywa z tym ciężko. Jako ciekawostkę warto dodać, że przeprawa ta powstała jeszcze w 1911 roku i była dwukrotnie burzona – podczas I, a później II wojny światowej. Kolor niebieski ma zaś od całkiem niedawna, tj. od końca lat 90.

Widły tych dwóch dużych rzek to idealne miejsce na wybudowanie obwarowań. I faktycznie, umocnienia w tym miejscu powstawały już w średniowieczu za czasów Piastów, a później choćby podczas „Potopu” wznosili je tu Szwedzi. Dzisiejszy kształt tego miejsca, to jednak w dużej mierze zasługa Napoleona, który w Modlinie rozkazał wybudować potężną twierdzę, a następnie władz carskich, które ją kilkakrotnie rozbudowywały. Dziś obiekt ten stanowi wyjątkowy, choć mocno zapuszczony zabytek, który należy do wojska. Choć armia podjęła już wiele prób jego sprzedaży jakiemuś ambitnemu (i bogatemu) inwestorowi, to jak dotąd bez sukcesu.

My jednak o twierdzę Modlin jedynie zahaczymy wzrokiem, zjeżdżając klimatyczną brukowaną serpentyną do doliny Narwi. Przez najbliższe kilka kilometrów po naszej prawej rozciągać się będą rozległe łąki zalewane przez tę rzekę oraz uchodzącą do niej w tych okolicach Wkrę. I to właśnie ten ciek stanie się motywem przewodnim najbliższych kilkunastu kilometrów. Wprawdzie względem mijanej Wisły czy Narwi jest on zdecydowanie mniejszy, ale moim zdaniem to najpiękniejsza rzeka Mazowsza, zatem podczas takiej hydrologicznej wycieczki nie sposób ją pominąć! Tym bardziej, że wije się wzdłuż niej równiutki asfalt, a po drodze zaliczymy nawet 3 dość solidne jak na Mazowsze hopki.

Przygodę z Wkrą kończymy w miejscowości Błędowo (jeśli komuś mało Wkry, polecam tę trasę), gdzie natkniemy się nie tylko na zatłoczoną w letnie weekendy przystań kajakową, ale także kamień upamiętniający starcie z bolszewikami w 1920 r.

Wkra w Błędowie

A skoro o Bitwie Warszawskiej mowa, to w ocenie niektórych historyków najważniejsze starcie tej kampanii miało miejsce wcale nie pod Radzyminem, ale w Nasielsku, do którego dotrzemy po około 10 km. To dość senne miasteczko ze specyficznym klimatem tworzonym przez nieco zaniedbane kamienice i pojedyncze stare drewniane domy, jest jednym z popularniejszych celów kolarskich eskapad na północnym Mazowszu. Można by rzec: taka Góra Kalwaria północy. Tyle że niestety nie doczekaliśmy się tu jeszcze jakiejś kolarskiej knajpy. Jako namiastkę można potraktować cukiernię „Ptyś”, którą znajdziemy przy tutejszym rynku, dziwnie zlokalizowanym z dala od głównej ulicy.

Po opuszczeniu Nasielska czeka nas kilkanaście kilometrów lokalnymi drogami przez malutkie, luźno rozrzucone wsie i bezkresne pola. Miejsce wydaje się spokojne i sielskie, choć we wrześniu 1944 r. trwały tu zażarte walki między Sowietami a Niemcami. Zaciekawionych odsyłam do historycznego zdjęcia lotniczego tego regionu, które mówi więcej niż tysiąc słów.

(Uwaga! Możliwy skrót! Trasę można skrócić o kilka kilometrów, trzymając się cały czas drogi wojewódzkiej 571. Asfalt lepszy, ale ruch większy)

Skoro o tysiącach słów mowa, to długo można by też pisać o kolejnym ciekawym punkcie na naszej trasie, czyli o Pułtusku. Starczy powiedzieć, że to jedno z najpiękniejszych miast północnego Mazowsza. Naprawdę warto zjechać z głównej drogi, by zobaczyć tutejszy brukowany rynek o długości aż 380 metrów (ponoć najdłuższy w Europie) oraz miejscowy zamek i ratusz. Szczególnie korzystnie zbłądzić tu upalnym latem, bo na owym długim rynku mamy istne zatrzęsienie lodziarni. Która najlepsza? Nie wiem. Jeszcze nie we wszystkich byłem!

Rynek w Pułtusku

Skoro wcześniej wspominałem o bitwach, nie sposób nie napisać, że i Pułtusk jest z nich znany. W 1806 r. rozegrało się tu niezwykle krwawe starcie pomiędzy wojskami Napoleona a Rosjanami, co zostało nawet upamiętnione na Łuku Triumfalnym w Paryżu!

Przejdźmy jednak do znacznie spokojniejszych rzeczy. Jednym z fajniejszych miejsc w Pułtusku jest most nad Narwią. Jako że jest dostępny tylko dla pieszych i rowerów, możemy tu spokojnie cyknąć fotkę i rozkoszować się leniwie płynącą Narwią.

Narew w Pułtusku

Po drugiej stronie rzeki zagłębimy się w Puszczę Białą. Kiedyś była ponoć dzika i nieprzebyta, ale dziś to głównie sosnowe monokultury. Żeby się nimi nie zanudzić, proponuję odbić na kilka kilometrów w bok, by trafić nad klimatyczne nadnarwiańskie łąki w okolicach wsi o wdzięcznej nazwie Borsuki-Kolonia.

(Uwaga! Możliwy skrót! Trasę możemy skrócić kilka kilometrów, trzymając się drogi powiatowej na Zatory. Jest krótsza i równiejsza, ale też nudniejsza)

Z lasu wyjeżdżamy wprost do miejscowości Zatory. Niby zwykła wioska, choć i tu wojna zostawiła swój ślad. Ciekawostką jest chociażby to, że w 1944 r. było tu polowe lotnisko, skąd startowały samoloty atakujące wspomniane wcześniej niemieckie pozycje na wschód od Nasielska.

Gdzieś za Zatorami

Gdy dojedziemy do drogi krajowej nr 62, warto wytężyć wzrok. Oto bowiem znajdujemy się na krawędzi doliny Bugu, skąd przy dobrej widoczności roztacza się widok na wieżowce Warszawy czy komin elektrowni w Kawęczynie. No właśnie… teraz na krótko bohaterem trasy stanie się wspomniany Bug. Tej rzeki jednak nie przekroczymy, a jedynie zobaczymy ją z prawego brzegu. Ciek to niezwykle klimatyczny i jeśli ktoś chce go lepiej poznać, polecam tę trasę.

Warto wspomnieć, że zaproponowana tu trasa na krótkim odcinku przebiega drogą gruntową. Nie jest ona jednak szczególnie trudna do sforsowania. W końcu dotrzemy do miejscowości Cupel, na końcu której można zostawić rower, przejść przez wał i podziwiać ujście Bugu do Narwi.

Ujście Bugu w miejscowości Cupel
Ujście Bugu

(Uwaga! Możliwy skrót! Wspomnianą drogę gruntową można ominąć, jadąc do Serocka prosto DK 62. Ruch tu jednak spory)

Po chwili wracamy na DK62. Co ciekawe, jej fragment Serock – Wyszków jest ponoć najdłuższym prostym odcinkiem drogi w Polsce! Gdy wjedziemy na most nad Narwią, warto wytężyć wzrok na południe – to kolejne miejsce, gdzie przy dobrej widoczności można dostrzec zarys centrum Warszawy (widać go po wschodniej części przeprawy), do tego ładnie komponujący się z Jeziorem Zegrzyńskim. Niestety, ruch tu spory, więc trudno zrobić stąd zdjęcie.

Następny przystanek to Serock – kolejna perełka północnego Mazowsza. Warto zatrzymać się choćby na tutejszym zadbanym ryneczku, gdzie uświadczymy cukiernię z całkiem przyzwoitą kawą. Rządni ładnej fotki, niech się zaś przejadą na tył tutejszego kościoła, by podziwiać nienajgorszy widok na ujście Bugu.

Kolejna hydrologiczna atrakcja to Jezioro Zegrzyńskie – zbiornik powstały w 1963 r. W oczach wielu warszawiaków to obiekt głównie rekreacyjny (widać to choćby po korkach gigantach, jakie powstają tu w słoneczne letnie weekendy), choć jego nie mniej ważną rolą jest też zaopatrywanie stolicy w wodę pitną (płynie do Warszawy tzw. wodociągiem północnym) oraz energię elektryczną (przy czym zapora w Dębem wytwarza jej dość mało).

Niestety, ekrany dźwiękochłonne sprawiają, że ciężko podziwiać to jezioro z mostu. Zdecydowanie lepszym miejscem na fotkę są natomiast plaże przed Nieporętem. A skoro o tej miejscowości mowa, to przepływa przez nią Kanał Żerański łączący owo jezioro z Wisłą. Miejsce ciekawe o tyle, że w zamierzchłych czasach był to tzw. kanał ulgi, którym płynęła woda podczas wyższych stanów na Wiśle. Dziś od czasu do czasu pływają tu statki wycieczkowe oraz kajakarze. Nie wykluczone, że pewnego dnia będzie to również atrakcja dla kolarzy. Z Nieporętu do granic stolicy poprowadzono bowiem całkiem ładną asfaltową drogę rowerową. Niestety, dalej wzdłuż kanału jest już tylko grunt. Władze Warszawy zapewniają jednak, że kiedyś (choć nie wiadomo kiedy) dobudują dalszy ciąg tej trasy po swojej stronie.

Ja tymczasem proponuję jechać śladem popularnej lokalnej kolarskiej pętli przez Aleksandrów, Stanisławów do warszawskiej Białołęki. Następnie przez niezbyt atrakcyjne przemysłowe zabudowania przedmieść docieramy na Tarchomin, gdzie wjeżdżamy na ścieżkę rowerową prowadzącą do finału naszej trasy, czyli Mostu Północnego. Jadąc sobie po nim, warto zerknąć w prawo, by zobaczyć rozsławiony na całą Polskę kolektor ściekowy, którym nieczystości z warszawskich domów trafiały wprost do Królowej Polskich Rzek.

Wisła pod Mostem Północnym

Wujek dobra rada

  • Jakość asfaltów na większości trasy jest bardzo dobra. Jak wspomniałem, krótki odcinek przed Serockiem prowadzi przez drogę gruntową.
  • Ruch na większości odcinków jest mały lub umiarkowany, w kilku punktach bywa jednak całkiem duży. Mowa szczególnie o mostach w Nowym Dworze Mazowieckim (brak ścieżki, od biedy można chodnikiem) i Zegrzu (teoretycznie jest tu zakaz jazdy rowerem, a bokiem biegnie marnej jakości ścieżka rowerowa).
  • Z zaopatrzeniem nie powinno być problemów. Stacje benzynowe znajdziemy w Nowym Dworze Mazowieckim, Nasielsku, Pułtusku, Serocku i Nieporęcie. Relatywnie mało sklepów uświadczymy między Nasielskiem a Pułtuskiem. Dogodnym przystankiem na cukiernię czy knajpkę jest Pułtusk bądź Serock.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *