Nową serwisówką przez grójeckie sady

Pod koniec ubiegłego roku kierowcom udostępniono kilka kilometrów nowego odcinka ekspresówki S7, rowerzyści otrzymali zaś nową porcję serwisówek. Wreszcie znalazłem czas, by tam zajechać i zobaczyć, ile te nowe drogi są warte z perspektywy roweru.

Nowy odcinek S7 otwarto między węzłami „Tarczyn Południe” oraz „Głuchów” (tj. początkiem obwodnicy Grójca). Całość to raptem 5 km, ale do tego trzeba jeszcze dodać kilka kilosów wzdłuż wciąż budowanego odcinka w kierunku węzła „Tarczyn Północ”.

Na całym wspomnianym odcinku serwisówki są już gotowe, przy czym w chwili pisania tych słów jeden fragment był wciąż w budowie (okolice Głuchowa). Choć znaki obwieszczają nam, że odcinek ten jest nieprzejezdny, to spokojnie można go pokonać – to tylko 50 metrów po drodze gruntowej, na której lada moment powinien zostać wylany asfalt. Dodam też, że drogi serwisowe – wbrew temu, co pokazuje obecnie OpenStreetMap – dostępne są również na węźle „Tarczyn Południe”.

W zeszłym roku pozytywnie pisałem o drogach serwisowych wzdłuż S17 Warszawa – Lublin, które znacząco urozmaicają możliwości wyznaczania kolarskich tras po prawej stronie Wisły. Czy tak samo jest z nowym odcinkiem wzdłuż S7?

Niestety, nie bardzo. Byłoby z tym nieco lepiej, gdyby na północy przewidziano serwisówkę pod linią kolejową – a tak to mamy w tym miejscu jedyne ślepe zakończenie.

Poza tym w okolicy jest już na tyle dużo asfaltów, że te nowe drogi niespecjalnie wprowadzają jakieś unikatowe możliwości wyznaczania tras. Zmieni się to jednak, gdy oddany zostanie do użytku kolejny odcinek S7 na północ, do Lesznowoli (na razie prace budowlane tu stanęły, bo GDDKiA zerwała umowę z wykonawcą i obecnie szuka nowego). Wtedy też będzie można wreszcie pojechać w miarę w linii prostej z Tarczyna do Grójca, wykorzystując wspomniane serwisówki oraz stary przebieg „siódemki”, który zapewne stanie się drogą wojewódzką lub powiatową ze zdecydowanie mniejszym ruchem niż dziś.

Oczywiście, żeby nie było, że tylko narzekam, nowe serwisówki mają także swoje plusy. Podstawowym jest oczywiście równiutka nawierzchnia w połączeniu z niewielkim ruchem. Ale warto także wspomnieć o kilku hopkach, całkiem sporych jak na mazowieckie warunki. Ponadto dla miłośników Stravy jest też kilka segmentów.

Moim najciekawszym drogowym odkryciem mijającego weekendu wcale nie jest jednak serwisówka wzdłuż S7, ale to, co zastałem dalej, a mianowicie lokalną drogę z Worowa do Rębowoli.

Dotychczas okolice Grójca kojarzyły mi się z najbardziej parszywymi asfaltami na Mazowszu, tu jednak uświadczyłem 13 km równiutkiej nawierzchni (gdzieniegdzie ułożonej raptem kilka dni wcześniej) biegnącej niemal przez cały czas przez niekończące się sady. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *