Rowerowy spływ Wkrą

Urocza rzeczka z czystą wodą przecinająca sielskie wiejskie krajobrazy z odrobiną pagórków – choć ten opis wydaje się zupełnie nie pasować do Mazowsza, to dotyczy rejonów całkiem niedaleko Warszawy. Zapraszam na wycieczkę wzdłuż Wkry!

O rzece słów kilka

Nim ruszymy w trasę, przedstawmy naszą dzisiejszą bohaterkę. Wkra ma długość nieco ponad 250 km – ale spokojnie, my pojedziemy tylko wzdłuż jej dolnego biegu (który moim zdaniem jest najbardziej interesujący). Co ciekawe, tak naprawdę ten jeden ciek określany jest aż trzema nazwami. Oprócz Wkry to także Nida (górny bieg) oraz Działdówka (bieg środkowy).

Źródła rzeki znajdują się na Mazurach w okolicy Nidzicy, a następnie przepływa przez takie miejscowości jak Bieżuń, Działdowo czy Glinojeck. Nie kojarzycie ich? W tym właśnie tkwi urok Wkry. Biegnie bowiem przez tereny słabo zaludnione, gdzie szczęśliwie nie powstały żadne większe zakłady przemysłowe. Dzięki temu  rzeka jest wyjątkowo czysta (jak na ten rejon kraju), możemy więc w niej spotkać bogactwo flory i fauny.

Najpierw w górę…

Opis trasy zaczynam od zabytkowego dworca kolejowego w Modlinie. Dojedziemy tu przynajmniej na trzy sposoby:

  • z Łomianek ul. Rolniczą przez Czosnów i mosty na Wiśle i Narwi,
  • z Białołęki drogą wojewódzką przez Jabłonnę i Nowy Dwór Mazowiecki, a następnie mostem przez Narew,
  • pociągiem.

Początek od razu da nam lekko w kość, bo czeka nas podjazd pod skarpę doliny Narwi. Pierwsza część podjazdu przebiega po zabytkowym bruku tuż obok zabudowań twierdzy Modlin. Niestety, ten wyjątkowy zabytek (na który składa się m.in. najdłuższy budynek w Polsce) od dekad popada w ruinę mimo licznych (wciąż pozostających na papierze) planów przemienienia go w hotel czy smart city. Druga część podjazdu jest już nieco mniej klimatyczna, bo biegnie krajówką.

Zaraz za torami kolejowymi (które wg planów mają pewnego dnia dojeżdżać do pobliskiego lotniska) skręcamy w lewo i tak oto wjeżdżamy w spokojne i sielskie krajobrazy – raz pola, raz wioska, raz las (trafi się nawet pole golfowe). Wprawdzie Wkry stąd nie zobaczymy, ale poczujemy jej ducha. Od czasu do czasu czekają nas bowiem hopki, które są niczym innym jak zjeżdżaniem i wjeżdżaniem do doliny tej rzeki.

Do samej Wkry dojedziemy w miejscowości Błędowo, a piękny widok na rzekę uświadczymy kawałek dalej, tuż przed skrzyżowaniem z drogą wojewódzką. Baczny obserwator wypatrzy tu kamień upamiętniający walki, które w 1920 roku toczyły się wzdłuż całego dolnego biegu Wkry.

Kolejne podziwianie rzeki czeka nas na drewnianym moście w miejscowości Joniec – dla warszawiaków to jeden z popularniejszych punktów startowych spływów kajakowych. Bywa, że w słoneczne weekendy rzeka jest tu wręcz zakorkowana. W związku z tą popularnością Joniec jest też niezłym miejscem na uzupełnienie zaopatrzenia.

Przejeżdżając przez tę miejscowość, naszą uwagę może przykuć strzałka do wsi Sobieski. Nazwa ta ma jak najbardziej związek z naszym sławnym na całą Europę królem, gdyż nadano ją ku pamięci zwycięstwa nad Turkami w Odsieczy Wiedeńskiej.

Naszą „wspinaczkę” w górę rzeki kończymy małą pętelką przy drodze wojewódzkiej 632. Z sielskiego nastroju, w który wprowadziły nas okoliczne wiejskiej krajobrazy, na chwilę wytrąci nas całkiem sporych rozmiarów… cmentarz żołnierzy radzieckich. Pochowano tu wojaków, którzy w latach 1944-1945 polegli w tej części Mazowsza.

Rządni wkrzańskich widoków, mogę jeszcze odbić drogą wojewódzką kilkadziesiąt metrów na zachód, na most. My natomiast kierujemy się na wschód aż do Nowego Miasta. Miejscowość o tyle ciekawa, że… jest wsią. Choć z drugiej strony może pochwalić się całkiem miejskim ryneczkiem, który stwarza kolejną atrakcyjną okazję do aprowizacji. A jeśli komuś jeszcze mało hydrologicznych doznań, może zjechać nad pobliski zalew utworzony na rzece Sona (będącej oczywiście dopływem Wkry).

…później w dół

Z Nowego Miasta zaczynamy jechać w dół rzeki, początkowo dość daleko od niej, ciesząc się sielskimi wiejskimi krajobrazami. Bohaterkę naszej podróży ponownie spotkamy zaraz za uroczą wsią Cieksyn. Ciekawostką jest tu kościół z XVI wieku, w który wmurowano kule armatnie pochodzące ponoć z potopu szwedzkiego.

Po pokonaniu mostu nad Wkrą na kilka kilometrów wracamy na drogę, którą jechaliśmy w przeciwnym kierunku. Przed południem w weekend warto mieć tu oczy dookoła głowy, bo ekspresowym tempem przemyka tędy peleton „Ronda Babka”.

Po kilku kilometrach dojedziemy do wsi Śniadówko, gdzie naszą uwagę przykuje niewielki most wiszący. Nie wiem, jak to wygląda teraz, ale jeszcze ładnych parę lat temu jego zdjęcie było bohaterem pytań egzaminacyjnych na prawo jazdy (konkretnie testowało znajomość znaków B-31 i D-5).

Tuż za mostem czeka nas solidna górka, a chwilę później następna, a wszystko to po idealnie gładkiej i całkiem pustej drodze. W końcu jednak z powrotem zjeżdżamy do doliny Wkry i tak dojeżdżamy do Pomiechówka. W dawnych czasach ponoć przebiegała tędy jedna z odnóg bursztynowego szlaku, a dziś to popularna miejscowość turystyczno-rekreacyjna, gdzie wielu amatorów kajaków kończy spływy. Tu po raz ostatni zerkamy na Wkrę, bo parę kilometrów dalej wpada ona do Narwi. Oczywiście da się dojechać i do samego ujścia, ale do tego celu przyda się rower górski lub przełaj.

My tymczasem pokonujemy ostatnie kilometry wzdłuż urokliwych nadnarwiańskich rozlewisk – szczególnie ładnie jest tu podczas wysokich stanów w rzece. Na sam deser jako atrakcję dostajemy brukowy odcinek, który doprowadzi nas z powrotem do stacji w Modlinie.

Wujek dobra rada

  • Poza wyjazdem z Modlina i przejazdem przez most w Pomiechówku ruch drogowy jest niewielki.
  • Gorszej jakości dróg spodziewajcie się głównie w północnej części trasy. Generalnie nie ma jednak co narzekać.
  • Na trasie nie brakuje sklepów, a nawet gastronomii. Dogodne punkty aprowizacyjne to Joniec, Nowe Miasto, Cieksyn i Pomiechówek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *