Kampinoska Połówka

Żadna inna trasa nie mogła zainaugurować tej strony! Choć kolarze z zachodniej części miasta (tacy jak ja) znają ją na wylot i zjeździli ją do „twardego rzygu”, to mam nadzieję, że nawet oni dowiedzą się z tego wpisu czegoś nowego.

Kampinoska Połówka może jest i płaska, ale jak na okolice Warszawy oferuje niewielki ruch samochodowy, kilka różnorodnych wariantów, no i – jak sama nazwa wskazuje – nieco kontaktu z dziką przyrodą.

Zakładając jazdę w tygodniu, „po fajrancie”, sugeruję jechać przeciwnie do wskazówek zegara. Dobrym punktem zbornym jest centrum Łomianek, a konkretnie skrzyżowanie ulic Wiślanej i Warszawskiej (około 8 km od metra Młociny). Długo tu jednak miejsca nie zagrzewajmy, bo miasto to estetyką nie grzeszy… podobnie zresztą jak wiele innych podwarszawskich miejscowości (ale o tym może w innym wpisie).

Jasna, długa prosta…

… ale nie Trasa Łazienkowska, ale Rolnicza… ulica Rolnicza. Trafimy na nią, gdy z rzeczonego skrzyżowania pojedziemy na północ i skręcimy w trzecią ulicę w lewo. A później już prosto jak w mordę strzelił przez około 12 km! Sama droga szczególnym pięknem nie zachwyca, ale ruch kolarski tu spory, więc wcale nie trudno zgromadzić tu jakiś sympatyczny i spontaniczny peletonik.

A jeśli ktoś szuka atrakcji krajobrazowych, również coś się znajdzie! Na przykład odbijając w prawo przy zajezdni autobusowej, dojedziemy do Jeziora Kiełpińskiego będącego starorzeczem Wisły. I niech nikt nie mówi, że to jakieś zasyfione podwarszawskie bajoro pokroju Jeziora Czerniakowskiego! Przyrodnicy zachwycają się jego bogatą i rzadką florą i fauną, która – co ciekawe – przyczynia się do utrzymywania wody w przyzwoitej czystości. To między innymi dlatego utworzono tu rezerwat. Ci sami przyrodnicy wieszczą jednak, że jeśli rozwój okolicznej zabudowy i dróg będzie postępował zgodnie z planami, to za parę-paręnaście lat po jeziorze może zostać li tylko mokra plama. Nie zwlekajmy zatem z jego wizytą!

Jadąc przez wieś Łomna, warto przekręcić głowę w prawo, by rzucić okiem na klasycystyczny kościół św. Mikołaja wybudowany w 1874 roku. Odjeżdżając z tego miejsca nieco dalej od Rolniczej dróżką „Trakt Trębicki”, w chaszczach znajdziemy natomiast klimatyczne ruiny Kaplicy Trębickich, które z powodzeniem mogłyby zagrać jakąś niezłą rolę w horrorze.

Przez kampinoskie bagna i wydmy

Czosnów to miejsce, gdzie spontaniczne peletoniki na ogół się rozrywają, bo przez Puszczę Kampinoską każdy chce jechać swoją własną ulubioną trasą. I my musimy podjąć tu decyzję o naszej życiowej drodze. Wariantów do wyboru mamy co nie miara, ale poniżej prezentuję moje 4 ulubione (w kolejności od najfajniejszego).

1. Przez łączki i bagna (z Czosnowa przez Dębinę, Brzozówkę i Wiersze). Dla niewtajemniczonych w dużym skrócie: Kampinoski Park Narodowy słynie z unikatowej mozaiki wydm i bagien, które wykształciły się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Pra-Wisła płynęła wówczas całą szerokością Puszczy Kampinoskiej. Tam, gdzie dziś mamy bagna, było koryto rzeki, a gdzie są wydmy – wyspy na rzece. Sugerowany wariant daje bodaj najładniejszy wgląd w bagna bez zjeżdżania z asfaltu. Mokradła najładniejsze są tu wczesną wiosną, gdy jeszcze pełno w nich wody. Niestety, później na ogół wysychają. To nie tylko zasługa ocieplenia klimatu, ale także poważnego zmeliorowania tych terenów jeszcze w XIX wieku. Widocznym śladem po tej operacji są chociażby mijane po drodze kanały – najpierw Łasica, a później Zaborowski. Szczęśliwie akurat problem melioracji jest powoli rozwiązywany. W tym celu Kampinoski Park Narodowy po pierwsze wykupuje prywatne grunty (niestety z przyczyn finansowych bardzo niemrawo), a po drugie buduje obiekty hydrotechniczne spowalniające spływ wody. Dodam, że przy odrobinie szczęścia można na tej trasie wypatrzyć symbol Parku, czyli łosia!

2. Jeszcze więcej łączek (z Czosnowa przez Kazuń Nowy, Czeczotki, Sowią Wolę i Czosnówkę). Wariant podobny do pierwszego. I tu będziemy bowiem mieli okazję podziwiać bagna, a dodatkową atrakcją będzie zdecydowanie większa liczba urokliwych łączek. Warto mieć na uwadze, że gdy pod koniec lat 50. XX wieku zakładano KPN, mijane tereny leżały w jego granicach. Ostatecznie jednak wyłączono je z Parku i przeznaczono pod wypas bydła. Dziś krów tu niewiele, za to śmiało rozwija się suburbanizacja. Trasa polecana socjopatom, bo ruch zarówno drogowy i rowerowy jest tu znikomy.

3. Meandry historii (z Czosnowa przez Truskawkę i Wiersze) – całkiem przyzwoitym asfaltem pokonujemy tu liczne zakręty przez malutkie wioski o wdzięcznych nazwach. W tym wariancie akurat omijamy bagna i trzymamy się terenów piaszczystych. Krajobraz sosnowych borów poprzecinanych nieurodzajnymi łąkami może i jest monotonny, ale kryje się za nim wiele ciekawych wydarzeń historycznych. Sporo działo się tu szczególnie w trakcie powstania warszawskiego, gdy istniała tu tzw. Rzeczpospolita Kampinoska. Tak umownie nazywano okoliczne tereny, które udało się na kilka tygodni opanować niewielkiej garstce żołnierzy AK. Ponoć to zasługa nie tyle ich waleczności, ale znacznego przeszacowania przez Niemców liczebności partyzantów. Opanowanie tego obszaru pozwoliło m.in. organizować tu alianckie zrzuty broni dla powstańczych oddziałów. Wariant kończy się w miejscowości Wiersze, która była centrum dowodzenia Rzeczpospolitą Kampinoską. W okolicy jest nawet cmentarz partyzancki oraz pomnik upamiętniający te wydarzenia.

4. Wojewódzką jak w mordę strzelił (cały czas DW 579). To wariant najmniej atrakcyjny, do tego biegnie w całości drogą wojewódzką wykorzystywaną przez kawalkady tirów do omijania Warszawy (które przy okazji masakrują kampinoską zwierzynę). Swój urok ma chyba tylko przy silnym północnym wietrze, który pcha nas po równym asfalcie.

Jedyna hopka i niezły cyrk

Wszystkie 4 warianty schodzą się w miejscowości Kiścinne, gdzie – chcąc nie chcąc – musimy wjechać na wspomnianą w wariancie 4 ruchliwą drogę wojewódzką (na marginesie: są plany, by wytyczyć tu ścieżkę rowerową, obawiam się jednak, że skończy się to jakimiś niepraktycznym brukowanym „mózgotrzepem”) . Za wsią Roztoka zwróćmy uwagę na ładnie wykształcone wydmy. Nieco dalej zobaczymy rozległe podmokłe łąki – co ciekawe, większość tego terenu udało się już wykupić, zatem z każdym rokiem powinny być coraz bardziej dzikie i mokre. Zaraz za łąkami w miejscowości Łubiec mamy pierwszą i jedyną hopkę – całe 15 metrów łagodnego podjazdu – istne mazowieckie szaleństwo! Tym górskim akcentem opuszczamy pradolinę Wisły.

Nieco dalej mijamy miejscowość Julinek – kiedyś była tu znana na cały kraj szkoła cyrkowa, a dziś działa tu park rozrywki. Puszczę opuszczamy, wjeżdżając do wsi Leszno, która ongiś była ważnym ośrodkiem przemysłu cukrowego. To dobre miejsce na aprowizację bądź wizytę w knajpce.

W kierunku wieżowców

Powrót do stolicy znów można zrealizować wg kilku różnorodnych wariantów. Dwa podstawowe wyglądają następująco.

1. Przez królestwo buraka i kapusty (przez Białutki, Pilaszków, Umiastów i Strzykuły). Trasa biegnie po najżyźniejszych glebach Mazowsza, zatem po drodze możemy napawać się widokami różnorodnych upraw i maszyn rolniczych. Krajobrazy zmieniają się tu w ciągu roku niczym w kalejdoskopie – aż chciałoby się napisać sequel „Nad Niemnem”! Wariant szczególnie polecany podczas silnego wiatru. Mogą się z nas śmiać, że Mazowsze płaskie jak deska, ale gdy w środku pola zawieje, to robi się prawdziwa kolarska zabawa! Walcząc z wichrami, po drodze polecam zwrócić uwagę na wieś Kaputy, która jest modelowym przykładem krajowego patologicznego planowania przestrzennego: wybuduj bloki mieszkalne pośrodku niczego, a chętni i tak się znajdą…

5. Skrajem lasu (przez Zaborów, Mariew i Lipków). Wariant nie jest szczególnie atrakcyjny, bo niemal cały czas suniemy przez ciągnącą się jak spaghetti podmiejską zabudowę, z każdym rokiem coraz gęstszą. Jednak w przeciwieństwie do poprzedniej propozycji zapewnia nieco ochrony od wmordewindu. Co ciekawe, po drodze niepostrzeżenie zjedziemy z powrotem do pradoliny Wisły. Związany z tym podjazd jest jednak na tyle niewielki, że zauważymy go dopiero po powrocie do domu w nazwach segmentów na Stravie (Nazwać 2-metrowy podjazd „hopką”? Takie rzeczy tylko na Mazowszu!).

Na marginesie: jeśli kogoś korci, by sobie skrócić trasę drogą wojewódzką 580, to niech ma na uwadze, że policja lubi tam łapać rowerzystów, którzy (zupełnie nie wiedzieć czemu) nie korzystają z brukowanej ścieżki rowerowej falującej po dziesiątkach podjazdów.

Jadąc w towarzystwie, trasę można zakończyć na rynku w Starych Babicach, gdzie uświadczymy nie tylko spożywczaki, ale również coraz liczniejszą i coraz bardziej różnorodną gastronomię. W sam raz na regenerację!

Wujek dobra rada

  • Poza nielicznymi wyjątkami jakość dróg na trasie dobra lub bardzo dobra.
  • Ruch – jak na okolice Warszawy – niewielki, a na drogach wojewódzkich średni. Radzę natomiast unikać pokonywania w przeciwnym kierunku wariantów 4 i 5 w popołudniowym szczycie.
  • W większych wsiach nie brakuje spożywczaków. Problem z zaopatrzeniem może się natomiast pojawić na terenie KPN oraz w wariancie 1 między Lesznem a Starymi Babicami. Przyzwoicie zaopatrzona stacja benzynowa znajduje się na wariancie 5, około 1 km za Lesznem.

2 myśli na “Kampinoska Połówka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *